© 2016 Izabela Marcinkiewicz 2016-11-07 16.28.53

być żoną (byłego) polityka

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

napisane w przypływie… inspiracji, pól żartem pól serio :-)

 

2016-11-07 16.28.53

 

Dlaczego bycie żoną (nawet) byłego premiera, ogólnie ujmując, polityka  nie jest – bynajmniej – zabawne?

Proszę mnie „zastrzelić”. W zasadzie to zostałam już ostrzelana za to, że się zakochałam w byłym polityku, który  - tak mi się przynajmniej wydaje -chciał być  odświeżoną, odmłodzoną i obytą w świecie wersją byłego siebie, bądź wymarzoną wersja siebie.
Dlaczego bycie żoną polityka nie jest cool?
Dlatego, że zaczynają się Tobą interesować, a nie Twoim mężem. Przestajesz być anonimem. Podpatrują, co robisz, gdzie chodzisz, do kogo się uśmiechasz, co masz na sobie i czy pijesz wódkę czy oranżadę.
W końcu dostajesz (pseudo)fobii, wszędzie widzisz podglądaczy, szpiegów, podsłuchiwaczy. Ściszasz  głos rozmawiając z przyjaciółką i zastanawiasz się, czy ona doniesie coś tabloidom. Zaczynasz żyć jak w więzieniu.
A jeśli mąż jest uzależniony od zainteresowania swoją osobą i od mediów, gdy proszą go o kontakt z Tobą, to podaję bez wahania twój numer telefonu. Wtedy zaczynają dzwonić  przez cała dobę  różne „Fakty ”, „ Superaki” „Życia na gorąco”-lista jest długa.
Spotkania z pseudo – przyjaciółmi bywają nudne jak flaki z olejem. Ale czasem trzeba „odbębnić”.
Spotkania z przyjaciółmi bywają zapomniane i zapite, często w bardzo dobrym nastroju.
Uczestniczenie w długich nierzadko oficjalnych imprezach graniczy z cudem.
Chodzisz na różne spotkania i spotykasz… ciągle  tych samych ludzi, którzy wcale cię nie interesują, powtarzają te same frazesy . Marzysz wtedy o babskim winie z koleżanką ze szkolnej ławki albo tą  z pracy, albo z kolegami z klasy, których nie widziałaś od 10 lat. Marzysz o zwykłej szczerej rozmowie, a nie o polityce. A gdy mąż obgaduje z kolegami kelnerki, bawisz się komórką, po cichu grasz w jakąś grę, żeby zabić czas i wyłączyć szare komórki w celu przetrwania.

Na spotkaniach towarzyskich i eventach uważają cię za dodatek, żeby popatrzeć, a nie posłuchać (broń Boże), choć czasem wydaje ci się, że masz więcej do powiedzenia niż niektórzy ludzie wokół,  ale to się nie liczy. Jesteś tylko znaczkiem na kartce pocztowej.
Ty, żona , masz siedzieć cicho i się uśmiechać, być cieniem męża. Musisz znać swoje miejsce w szeregu. Liczą się zęby i ładny uśmiech.
W sumie panowie mogliby przychodzić ze zdjęciem żon, kochanek, partnerek przypiętym do garniturów: to moja żona /kochanka/partnerka, i mogliby odsapnąć: jak dobrze, że jej tu nie ma, mogę się napić, ponarzekać na nią, pozgrywać wielce mądrego…
Bo ty żono nie możesz pokazać, że wiesz na jakiś temat więcej od męża lub coś dodać, o ile głos będzie Ci dany. Potem dostanie ci się w domu. A jak jesteś młodsza, to przecież nic nie wiesz.
Nie możesz mówić lepiej po angielsku, tzn. możesz, ale absolutnie nie przy nim.
Jeśli mąż stwierdzi, że nie spełniasz swojej roli odpowiednio, może porzucić Cię zanim się zorientujesz.
W razie rozwodu i tak wszystko będzie na ciebie, jeśli jesteś młodsza to  poleciałaś na kasę. Nieważne, że pracowałaś/ujesz i zarabiałaś/iasz ( trochę mniej niż mąż), kogo to obchodzi?
Powiedzą, że rzuciłaś starszego faceta, bo albo kasa się skończyła, albo fizycznie niedomagał.
Pewnie już jest stary i nie ma erekcji. A ty przeżywasz drugą młodość, choć  nie skończyłaś przeżywać pierwszej.

W Polsce bycie drugą żoną i jeszcze w dodatku polityka, jest jak przestępstwo.
Mogłabym za to siedzieć, to mąż oszczędziłby na alimentach.
Bycie żoną polityka obecnego i byłego – bez różnicy – może być poniżające, żenujące
Jeśli wcześniej do twojego męża polityka merdało ogonami tylu ludzi, to jak jedna biedna żona ma zastąpić cała świtę pochlebców i hipokrytów?
Który zawód czyni mężczyznę najgorszym potencjalnym kandydatem na męża?

Nie, nie lekarz, ale polityk. To jak życie w dwóch światach. Czasem się gubisz, w którym jesteś. Niby w domu mąż nosi dres i kapcie, trzyma pilota, ale zachowuje się jakby kapcie, dres i pilot były atrybutami władzy. I stajesz niemalże na baczność, gdy słyszysz: Ja byłem premierem. A żona tylko managerem, lub dyrektorem. Nie umywa się. Ale potem przychodzi mi do głowy myśl, życiowa refleksja: w obliczu śmierci i tak wszyscy jesteśmy równi, czy się było prezydentem, premierem, kierownikiem sklepu, nauczycielem, czy szeregowym pracownikiem.
Czy warto być żoną polityka?
Nie warto, bo to ty poniesiesz tego konsekwencje , np. dlatego, że zamiast rozumu użyłaś serca. A i tak cię oskarżą o to, że go nie miałaś.

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nigdy nie jest publikowany ani udostępniany.

Możesz użyć następujących znaczników i atrybutów HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×